Re:biznes

Jak zarabiać na pisaniu książek, nie mając bestsellera na koncie? Opowiedział mi Krzysztof Piersa

Wydawać się może, że pisarze utrzymują się tylko ze sprzedaży książek. Nie do końca tak jest.
Krzysztof Piersa

Wydawać się może, że pisarze utrzymują się tylko ze sprzedaży książek. Nie do końca tak jest. I to jest dobra wiadomość. Bo jeśli nie jesteś bestsellerowcem, to wciąż możesz zarabiać na książkach. Jak? Opowiedział mi Krzysztof Piersa.

Krzysztof Piersa to nie tylko pisarz, ale też terapeuta uzależnień. W związku z tym na swoim koncie ma zarówno książki fabularne, jak i książki poradnikowe. Z Krzyśkiem rozmawiamy o zarabianiu na książkach. A tych sposobów jest kilka.

Krzysiek wydaje swoje książki w tradycyjnym modelu wydawniczym (mówię o tym ze względu na stawkę od sprzedanego egzemplarza), a do tego nie jest bestsellerowym autorem. Mimo to od kilku lat żyje wyłącznie ze swojej twórczości.

Zapisz się na newsletter Rebiznes. Link do formularza znajduje się tutaj https://rebiznes.pl/newsletter/

Mam wrażenie, że aspirujący pisarze wyobrażają sobie, że bycie autorem przypomina bycie celebrytą. Tu spotkania autorskie, tam kolejki w księgarniach. Wielotysięczne nakłady. Wysoka sprzedaż. Jednak gdzieś pod skórą czuję, że nie do końca tak jest.

Bo nie jest. Ale nie ma też biedy.

Autor książek w Polsce bierze od 3 do 5 złotych za sprzedany egzemplarz. Jeśli napisze dwie książki w roku, a każdą sprzeda w nakładzie 20 000 sztuk, to zarobi 120-200 tysięcy złotych. Oczywiście od tego trzeba odjąć podatki i ZUS.

Ale pisarze mają też inne źródła dochodu. Jest fundusz copywriterski i wynagrodzenia liczone od wypożyczonych książek z bibliotek. Znam wiele autorów, którzy w ten sposób zarabiają wystarczająco dużo, żeby pojechać na wakacje i zrobić drobny remont mieszkania.

Spotkania autorskie to kolejne źródło. Początkujący pisarz może liczyć na honorarium w wysokości 300-500 zł, a zaawansowany 1000-1500 zł. Natomiast bestsellerowi autorzy, „nieschodzący z Empików”, otrzymują nawet 2000-4000 złotych.

Dodatkowo są kursy pisarskie, partnerstwa sponsorowane i promocje produktów wydawniczych. Ważne jest, aby nie skupiać się wyłącznie na samych nakładach książek, bo te dodatkowe źródła dochodu generują pokaźne sumy.

Podoba mi się ta mnogość źródeł dochodu – zwłaszcza spotkania autorskie. Zatrzymajmy się przy nich na chwilę. Jak one wyglądają?

Spotkania autorskie można podzielić na dwa rodzaje.

Pierwszy rodzaj to spotkania prowadzone przez autora. Autor wychodzi na scenę i tworzy pewnego rodzaju show. Może to być samodzielne opowiadanie o swoich książkach, artystyczny występ, a dla młodszych czytelników nawet teatrzyk.

Drugi rodzaj spotkań autorskich to te, które prowadzi moderator. A moderatorem może być na przykład pracownik biblioteki lub lokalny dziennikarz. Taka osoba zadaje autorowi pytania, a autor na nie odpowiada. Po prostu prowadzą dyskusję.

Co oznacza, że pisarz musi pogodzić w sobie dwie natury – introwertyka i ekstrawertyka. Jak Tobie się to udaje?

Mimo że sam często uczestniczę w spotkaniach autorskich – mam ich na koncie już 1100, rocznie robię jakiś 150 wykładów – to wciąż uważam się za introwertyka. A co mi pomaga? Odpoczynek. Po takich spotkaniach potrzebuję absolutnej chwili relaksu.

Zazwyczaj nie wychodzę z pokoju hotelowego, nie mam ochoty z nikim rozmawiać ani zwiedzać miasta. Wręcz przeciwnie – zjadam obiad w samotności, czytam książkę i idę spać. A po tygodniowej czy dwutygodniowej trasie po Polsce, wracając do domu, jestem wręcz wyczerpany. Przez kilka dni ograniczam kontakty społeczne, uzupełniam faktury, piszę i maluję figurki. Najzwyczajniej się regeneruję.

Tyle że do spotkań autorskich potrzeba umiejętności z zakresu wystąpień publicznych. I tutaj faktycznie przydaje się ta druga natura, natura ekstrawertyka.

Osobiście rozwijałem ją na najmniejszych imprezach, a także nagrywając materiały wideo na moim kanale na YouTubie. Trenowałem również na konwentach fantastycznych, które często są lokalnymi wydarzeniami z prelekcjami. Tam miałem szansę prowadzić wykłady na tematy związane z moimi zainteresowaniami.

Szczerze mówiąc, ta praktyka zdecydowanie się opłaciła. Jeśli potrafimy zainteresować publiczność i nawiązać z nią dobre relacje, to potem, w trakcie spotkania autorskiego w bibliotece, biblioteka to odczuje i poleci nas dalej.

A marketing szeptany w bibliotekach ma ogromną siłę. Zdarzyło mi się być poleconym na spotkanie w Rzeszowie przez bibliotekę w Szczecinie. Ci ludzie rozmawiają ze sobą i mają grupy na Facebooku, gdzie szukają autorów. Warto więc dobrze czuć się na scenie.

Krzysztof Piersa

A w jaki sposób nawiązujesz pierwszy kontakt z biblioteką? Zakładam, że w przypadku początkującego autora wygląda to mniej więcej tak: otwierasz przeglądarkę internetową, wyszukujesz biblioteki w danym województwie i piszesz maila.

Dokładnie. Tak zaczynałem.

A że pochodzę z Brodnicy koło Torunia, niewielkiego miasteczka w Kujawsko-Pomorskim, to wyszukałem w internecie wszystkie miasta w moim powiecie. Następnie wysłałem maile do pobliskich bibliotek, starając się je zainteresować swoją twórczością i proponując udział w spotkaniu autorskim.

Natomiast wybrałem sobie niefortunny moment na tego typu działania – zacząłem w lipcu, zaraz po zwolnieniu się z pracy. Biblioteki miały wtedy urlopy. W efekcie lipiec i sierpień przesiedziałem w domu, przepalając wszystkie swoje oszczędności.

Potem zaczęły się telefony – dzień po dniu dzwoniłem po 60-70 razy, umawiając spotkania i uzupełniając swój kalendarz. A szło mi naprawdę dobrze.

W samym sierpniu umówiłem sobie cały wrzesień i część października. Z początkiem września miałem już umówiony praktycznie cały listopad. Dzwoniłem intensywnie i oferowałem tanie spotkania, zaczynając od stawki na poziomie 350 złotych.

Kiedy proponowałem tę cenę, biblioteki często reagowały z zaskoczeniem i chętnie zgadzały się na trzy spotkania z rzędu. To było dla mnie coś niebywałego. Nie spodziewałem się, że ktoś zechce mi zapłacić za gadanie o mojej książce.

Muszę dodać jeszcze jedno. W przypadku współpracy z bibliotekami nie można postępować jak nachalny sprzedawca. Jeśli biblioteka mówi, że się odezwie – świetnie; jeśli mówi, że się nie odezwie – rozumiemy i próbujemy w innym terminie. W innym razie spalisz sobie kontakty, a jak już wspomniałem marketing szeptany działa.

A jak jest z opowiadaniem o swoich książkach podczas spotkań autorskich? Tu też nie możesz, powiedzmy, zbyt intensywnie ich promować?

Staram się tego unikać. Natomiast samo spotkanie układam w ten sposób, żeby gdzieś tam krążyło wokół tematu mojej książki. Na przykład, jeśli napisałem książkę o profilaktyce uzależnień od gier komputerowych, prowadzę prelekcje związaną z profilaktyką.

Dla książki coachingowej przygotowuję wykłady z zakresu coachingu. Gdy tworzę książkę fantastyczną, osadzoną w magicznym liceum, prowadzę spotkanie na temat plusów i minusów polskiego systemu edukacji.

W przypadku kryminałów opowiadałbym o pracy policji i ciekawych sprawach kryminalnych. Tak zresztą robią popularni pisarze. Artur Urbanowicz relacjonuje lokalne legendy o wiedźmach w Suwałkach. Z kolei Michał Śmielak, opowiadając o zbrodniach w Sandomierzu, zjeździł połowę tamtego regionu.

Ostatecznie wszystko zależy od tematyki poruszonej w danej książce.

Jak samodzielnie zadbać o marketing książki, oprócz spotkań autorskich i tradycyjnych kanałów offline?

Kluczową rolę odgrywa strona internetowa, która stanowi wizytówkę naszej działalności. Powinna zawierać informacje o nas samych i naszych książkach. Powinna też zawierać na przykład zdjęcia ze spotkań autorskich.

Do tego zazwyczaj sugeruję autorom prowadzenie profili na Facebooku i Instagramie, gdzie mogą dzielić się informacjami o swoim pisarstwie, przygotowaniach do targów czy zaproszeniach na różne wydarzenia.

Co do YouTube’a, którego sam prowadzę, choć to ciekawe pole do działania, wymaga dużych nakładów czasu na nagrywanie i montaż filmów. Osobiście zauważyłem, że zdarzało mi się poświęcać więcej czasu na tworzenie treści wideo niż na samo pisanie. Także z tego względu nie zawsze polecam YouTube’a. TikToka natomiast warto rozważyć, jeśli naszym głównym odbiorcą są młodzi czytelnicy.

Interesujące jest to, że wydawcy zazwyczaj przywiązują wagę do tego, czy autor jest aktywny w mediach społecznościowych i czy identyfikuje się ze swoją marką, czy promuje swoje książki. Powinien. Co więcej, warto mieć na uwadze, że niektóre umowy wydawnicze zawierają nawet zapisy zobowiązujące autora do prowadzenia profili w mediach społecznościowych itd.

Natomiast pamiętajmy. Podstawową rolą autora jest pisać. Także niech marketing w mediach społecznościowych nie przyćmi naszej pracy literackiej. Oczywiście promujmy się, ale nie bądźmy przy tym agresywni.

PS. O marketingu książek rozmawiałem również z Krzysztofem Bartnikiem. Wywiad znajdziesz pod tym linkiem.

No właśnie sam zdecydowałeś się na YouTube’a, który jest trudny zarówno pod względem sprzętowym, czasowym, jak i umiejętnościowym. Dlaczego wybrałeś YouTube’a, a nie na przykład bloga czy prowadzenie newslettera, które, moim zdaniem, są dość naturalnymi kanałami komunikacji dla pisarza?

Trochę to wynikało z chęci zdywersyfikowania umiejętności. Zauważyłem, że kiedy pisałem dłuższe artykuły o pisaniu, to zaczęło mi brakować motywacji do tworzenia książek. Nagrywanie na YouTube’a to zupełnie inna aktywność.

Poza tym zawsze chciałem spróbować swoich sił na YouTubie. Na początku jednak miałem zupełnie inny pomysł na mój kanał; planowałem nagrywać różne treści, także recenzje gier komputerowych, ale szybko zorientowałem się, że brakuje w Polsce kanałów poświęconych pisaniu książek.

Okazało się, że jestem praktycznie jedynym twórcą kanału o tej tematyce. Nagrałem już ponad 300 filmów, a kolejnych 150 umieściłem na platformie Patronite.

Na zakończenie chciałbym zapytać o umiejętności. Jakie według Ciebie są umiejętności z obszaru przedsiębiorczości, które powinien rozwijać każdy pisarz?

Na pewno odwaga do podejmowania różnych prób.

Weźmy na przykład biblioteki i spotkania autorskie. Jeżeli czujemy, że gdzieś możemy zarobić pieniądze, to warto tam uderzyć, zapytać. Najwyżej powiedzą „nie”.

Ja na przykład ruszyłem z Patronite po wybuchu pandemii COVID-19, kiedy większość mojego dochodu ze spotkań autorskich wyparowała. Spróbowałem. Udało się. Jeśli piszesz, musisz próbować różnych rzeczy.

Kolejna ważna umiejętność to nieustępliwość. Nie warto się zniechęcać. Zauważ, że gdybyś nie wykazał się nieustępliwością, prawdopodobnie nie rozmawialibyśmy dzisiaj. Ale się nie poddałeś, dzwoniłeś, próbowałeś się umówić i rozmawiamy.

O to chodzi. Podejmujemy odważne decyzje. Próbujemy z determinacją.

Autor

Jestem właścicielem i redaktorem naczelnym Rebiznes.pl. Pomagam przedsiębiorcom pisać o ich firmach. Jeśli chcesz, żebym napisał o Twojej, odezwij się do mnie – adam.sawicki@rebiznes.pl.
Udostępnij
Przeczytaj również