Re:biznes

Zakończył służbę w GROMIE i otworzył własny biznes. Rozmawiamy z Wojciechem Wereszko

Pierwsze 22 lata swojego życia zawodowego spędził w wojsku. Wojciech Wereszko, o którym mowa, służył
Wojciech Wereszko

Pierwsze 22 lata swojego życia zawodowego spędził w wojsku. Wojciech Wereszko, o którym mowa, służył w GROMIE i Formozie. Dziś zajmuje się biznesem, a mianowicie prowadzi firmę szkoleniową True Leader.

W rozmowie z Rebiznes Wojciech Wereszko opowiada o zależnościach pomiędzy wojskiem a biznesem, a także o przywództwie i adaptacji małego biznesu do zmian.

Przy okazji – Wojciech Wereszko jest również prelegentem konferencji Business Market, organizowanej przez fundację Think!. Konferencja odbędzie się w czwartek 11 kwietnia o godz. 17:00 w Centrum Kreatywności Targowa w Warszawie. Redakcja Rebiznes jest patronem medialnym wydarzenia. Bilety i szczegóły znajdziesz tutaj.

Wojciech Wereszko

Czego wojsko nauczyło Cię na temat przywództwa i planowania, co równie dobrze sprawdza się w małych firmach? Czy istnieją strategie z zakresu zarządzania zespołem, które można przenieść z wojska do biznesu?

Najważniejsza jest myśl, że człowiek to fundament wszystkiego. To, jak potrafimy zaangażować człowieka, stymulować go intelektualnie i tworzyć pewną wizję wspólnej przyszłości, jest kluczem do efektywnej współpracy.

Człowiek jest w centrum zainteresowania. Współpracownik jako „środek ciężkości”, od którego wszystko się zaczyna i na którym wszystko się kończy. Cel to jedno. Z kim go osiągniemy to drugie. Jak osiągniemy zakładane efekty to trzecie.

Trzy, uzupełniające się drogi, gdzie w centrum zawsze jest człowiek – jego zdolność do adaptacji, determinacja, umiejętność sprostania wyzwaniom.

To, czego jeszcze uczą jednostki specjalne, to fakt, że przywództwo ma sens tylko wtedy, gdy jest przywództwem wpływu. Inaczej mówiąc, możemy wyznaczać ludziom zadania i całkowicie nie mieć wpływu na to, co się wydarzy.

Jeśli jednak mamy na nich wpływ, potrafimy zaangażować ich tak, aby nie tylko im się chciało, ale też, abyśmy mieli wspólne rozumienie potrzeb i efektów.

Z kolei planowanie wpisane jest w DNA „biznesów”, w których miałem zaszczyt służyć. Chociaż nazwałbym to raczej „antycypowaniem przyszłości” – układanie samego harmonogramu wskazującego, co jest do zrobienia, kto powinien to zrobić i jak powinno być zrobione, to już jest następstwo takiego „przewidywania i przygotowywania się do wyzwań czekających w przyszłości”.

Najpierw jest model 5W, czyli z angielskiego: what, who, when, where, why, a więc odpowiednio: co, kto, kiedy, gdzie i dlaczego. Co istotne w kontekście planowania, to założenie kilku wariantów decyzyjnych, rozwiązania, np. tworząc dany produkt, wręcz należy pomyśleć nad co najmniej trzema drogami dojścia do założonych efektów.

Pierwsza może być nieoptymalna, wysokokosztowa, ale z jakiegoś bliżej niezdefiniowanego powodu nam najbliższa, najbardziej przyjemna. Druga będzie nieco bardziej dostosowana do potrzeb rynku, ale to trzecia może okazać się optymalna, racjonalna, kosztowo i jakościowo spójna, trafiając najlepiej w potrzeby odbiorców.

To, czego jeszcze na pewno uczy służba wojskowa, to terminowość. Może brzmi to mało atrakcyjnie, ale w obecnym świecie hasło „no later than” jest naprawdę istotne. To założenie, które pozwala na zgraną współpracę – wiem, że muszę oddać swoją robotę nie później niż do danego momentu, bo od tego zależy praca pozostałych członków zespołu.

Innym ważnym aspektem jest komunikacja, czyli to, abyśmy mówili tym samym językiem tj. zrozumiałym dla wszystkich. Musimy tak samo rozumieć strategię, cele, zadania – i to na każdym poziomie decyzyjności w organizacji.

Na koniec zwróciłbym jeszcze uwagę na świadomość, która w operacjach specjalnych jest mocno ugruntowana. Chodzi o przeświadczenie, że każdy członek zespołu wnosi do niego wartość – niezależnie od stażu pracy i doświadczenia. To także istotne w kontekście budowania zespołu, szukania współpracowników – wybierajmy osoby lepsze w jakimś obszarze od nas, uzupełniające nas merytorycznie i kompetencyjnie.

Jakie narzędzia i metody mogą pomóc właścicielom małych firm w analizie danych dotyczących rynku i klientów?

Najważniejsze jest w ogóle uruchomienie w sobie potrzeby mierzenia różnych parametrów w biznesie. Takie spojrzenie na biznes pozwala nam adaptować się do zmian.

Kiedy nie mamy danych umożliwiających nam zmianę podejścia, dostosowanie naszej oferty do nowych potrzeb rynkowych, to po prostu kręcimy się wokół własnej osi. Nie wiemy, co i dlaczego zmieniamy i tym samym nie mamy już wpływu na to, jaki będzie efekt naszego działania.

Narzędzi do zbierania danych analitycznych jest mnóstwo, ale moim zdaniem najważniejsze jest uświadomienie sobie i współpracownikom, że kluczowe dla funkcjonowania biznesu decyzje podejmować będziemy w oparciu o dane. Warunkiem do tego jest rozpoczęcie mierzenia tych elementów, które znajdują się w obszarze naszego zainteresowania.

W jaki sposób można dostosować produkt lub usługę do oczekiwań klientów na podstawie analizy danych i informacji zwrotnych?

Wiadomo, że będąc małym albo soloprzedsiębiorcą musimy mierzyć siły na zamiary.

Obszarem analizy czy punktem odniesienia powinno być lokalne otoczenie dotyczące naszej usługi, a może szerzej – zapotrzebowania na tę usługę. Kto potencjalnie z niej skorzysta? Jaki jest profil klienta, któremu chcemy daną usługę oferować?

I wbrew pozorom takie podejście powinno być dla małych biznesów naturalne. Tutaj nie ma czasu na wiele prób i błędów, więc tym bardziej trzeba opierać się na konkretnych danych, analizie. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej dla naszego biznesu.

Jakie kroki można podjąć, aby zweryfikować gotowość rynkową produktu lub usługi przed wprowadzeniem ich na rynek?

Bardzo polecam tzw. sandboxy, czyli „piaskownice”, w których można przetestować swój produkt lub usługę. Chodzi o branżowe klastry, dzięki którym możemy sprawdzić, zweryfikować swój pomysł i dostać odpowiedzi na nurtujące nas pytania dotyczące gotowości rynkowej produktu czy usługi.

Szczególnie myślę tu o małych firmach i soloprzedsiębiorcach, którzy przecież nie mają dużych środków na badania i rozwój. Część osób nie chce korzystać z takich rozwiązań, bo obawia się, że może trafić na bardzo podobne biznesy, czasami nawet konkurujące.

Powiedziałbym, że częściej te pomysły się uzupełniają. Moim zdaniem dążenie do współpracy jest bardzo istotne – szczególnie dla soloprzedsiębiorców. Grać w pojedynkę można, ale to gra na krótkich dystansach.

W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że brakuje nam rąk do pracy, nie jesteśmy w stanie wykroić z tego rynkowego tortu więcej, sięgnąć po klientów, którzy przyniosą wyższe marże.

W kontekście zarówno współpracy, jak i weryfikowania gotowości rynkowej, warto też brać udział w konferencjach branżowych czy w ogóle inicjatywach dla startupów i młodego biznesu

I tutaj szczególnie polecam rozejrzenie się za mniejszymi wydarzeniami – te wielkie wydarzenia rynkowe wcale nie muszą być najlepszym podwórkiem do zderzania też i hipotez dotyczących naszego produktu czy usługi.

Korzyści z udziału w takich wydarzeniach są trudno mierzalne, bo trudno zdefiniować tam grupę docelową, która udziela nam informacji zwrotnej. Wracamy z takiej konferencji i w sumie dalej nie wiemy, jakie mamy wnioski.

Zapisz się na newsletter Rebiznes. Link do formularza znajduje się tutaj https://rebiznes.pl/newsletter/

Jakie są najważniejsze aspekty szybkiej adaptacji małego biznesu do zmian rynkowych? Czy istnieją pewne zasady lub strategie, które mogą pomóc w szybszym reagowaniu na zmiany na rynku?

Moim zdaniem najważniejszym elementem budowania odporności małego biznesu na zmiany rynkowe jest dywersyfikacja – z jednej strony produktu czy usługi, a z drugiej grupy docelowej. Bo zmiany ad hoc są w małych biznesach bardzo trudne.

Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który tworzy jakiś produkt samodzielnie albo we współpracy z innymi freelancerami, pracuje nad nim kilka miesięcy, a potem okazuje się, że rynek jednak chce czegoś innego.

Ma teraz rozpocząć pracę nad czymś kompletnie nowym? Trudno to sobie wyobrazić.

Dlatego jednym z rozwiązań jest stworzenie dwóch-trzech wariantów danej usługi czy produktu w wersji demo. Tak, żeby móc trochę elastyczniej reagować na ewentualne zmiany na rynku. I oczywiście takie rozwiązania testować, na przykład we wspomnianych wcześniej „sandboxach” – szeroko wypuszczać już tę, która okaże się optymalna w odpowiedzi na potrzeby rynkowe.

Zdolność do adaptacji bierze się z doświadczeń w procesie przygotowywania różnych wariantów naszego rozwiązania. Dzięki temu mamy jakiś plan zaradczy. Przyjęcie założenia, że mamy rewelacyjny produkt czy usługę, jest pewnym nadużyciem – to rynek weryfikuje, czy tak rzeczywiście jest.

W kontekście adaptacji do zmian chciałbym też poruszyć kwestię przygotowania na zmiany w nas samych. Chodzi na przykład o wypalenie zawodowe, które wbrew pozorom wcale nie dotyczy tylko ludzi na etacie, ale także soloprzedsiębiorców.

Mamy przecież tę ogromną determinację na początku, jesteśmy mocno zaangażowani i przy tym mamy wysoką gotowość, żeby sprostać oczekiwaniom rynku, zmierzyć się z nimi. I wychodzimy z pierwszą wersją swojej propozycji – nie działa. Druga – nie działa. Trzecia – też nie działa. Co dalej? Tutaj potrzebne jest ogromne zaplecze i wsparcie emocjonalne.

A to zaplecze budują dwie rzeczy – ludzie z naszego otoczenia i duża liczba zebranych danych. Pierwszy element jest potrzebny do tego, aby zyskać inną perspektywę, zobaczyć, że coś da się zrobić inaczej. Potrzeba ludzi, którzy mają większe doświadczenie, będą mogli wskazać inną drogę, rozwiązanie np. mentorzy.

Drugi jest kolejnym punktem zaczepienia, który odrywa nas od działania na poziomie emocji. A to bardzo istotne, bo moment porażki czy potknięcia to ogromna presja, obawy, lęki i adrenalina. To nie służy myśleniu analitycznemu.

Jeśli pójdziemy drogą podejmowania decyzji tu i teraz, istnieje ryzyko, że wpadniemy w pewne koleiny, schematy, będziemy rzucać rozwiązaniami na oślep. W takich chwilach zdecydowanie bardziej potrzebne nam jest analityczne podejście – spojrzenie, co zrobiliśmy źle, tj. czego nie przewidzieliśmy, co przeszacowaliśmy albo nie doszacowaliśmy. Wówczas zostaje już wyciągnięcie wniosków i wdrożenie ich w życie.

Wojciech Wereszko

Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez właścicieli małych firm w procesie zarządzania i adaptacji do zmian?

Myślę, że największym błędem, i przekleństwem zarazem, jest swego rodzaju zamknięcie się w bańce własnej wizji – oferowanie produktu czy usługi z uporem maniaka, nie mając ani jednego klienta i nie zadając sobie żadnych pytań.

Żeby tego uniknąć, trzeba się przygotować, a potem monitorować, czy to, co przygotowaliśmy, działa. Tutaj posłużę się osobistym przykładem – przez 23 lata nie było mnie na rynku biznesowym, funkcjonowałem w innym obszarze, też bardzo ciekawym projektowo.

Jasne, tak jak rozmawialiśmy na początku, są pewne elementy, które mogłem wykorzystać z doświadczenia służby wojskowej. Ale przed wejściem na rynek cywilny, biznesowy, spędziłem co najmniej trzy lata na przygotowanie się do tego wejścia.

Nabywałem odpowiednie kompetencje i kwalifikacje. Myślałem o tym, co będę robił i jak chcę to robić. Budowałem pełne zaplecze warsztatowe, analizując jakie narzędzia są mi potrzebne, jakie umiejętności. Czego nie dało mi środowisko wojskowe i co muszę uzupełnić.

Myślę, że można powiedzieć, że taką gotowość rynkową buduje się jeszcze zanim wejdziemy na rynek. Z rynkiem zderzamy już w jakimś stopniu gotowe rozwiązanie – ze świadomością możliwych ryzyk (szans i zagrożeń), z gotowymi wariantami zaradczymi (back-up plan), z dużą liczbą danych, a także z wnioskami z doświadczeń innych ludzi.

Po co uczyć się na własnych błędach, jeśli jest masa ludzi, którzy mają to już za sobą?

PS. Dołącz do newslettera Rebiznes. 1 mail w tygodniu. 0 spamu. Zobacz.

Wojciech Wereszko jest jednym z prelegentów tegorocznej edycji konferencji Business Market. Wydarzenie skierowane jest do osób, które już założyły własny biznes albo mają taki zamiar.

Konferencja Business Market, której organizatorem jest fundacja Think!, odbędzie się już w czwartek 11 kwietnia o godz. 17:00 w Centrum Kreatywności Targowa w Warszawie.

W programie znajdują się aktualne tematy związane m.in. z wpływem nowoczesnych technologii na biznes, innowacjami i wyzwaniami, z którymi mierzą się małe biznesy, jak na przykład pozyskiwanie klientów.

Dla czytelników portalu Rebiznes organizatorzy przygotowali 50% rabat na zakup biletów. Kupując bilet, wystarczy skorzystać z kodu zniżkowego: RB50.

Bilety można kupić tutaj: https://app.evenea.pl/event/business-market-2024/

Szczegółowa agenda wydarzenia oraz informacje o prelegentach są dostępne na stronie: www.businessmarket.com.pl

Rebiznes.pl jest patronem medialnym Business Market

Autor

Re:biznes to serwis z newsami, wywiadami i poradnikami dla soloprzedsiębiorców, którzy szukają informacji, jak przekuć wiedzę i umiejętności w cyfrowe produkty i usługi.
Udostępnij
Przeczytaj również