Re:biznes

Samotność męczy, ale i tak lubię tę pracę. Maciej Stafiej o byciu soloprzedsiębiorcą

Maciej Stafiej jest soloprzedsiębiorcą, który pomaga firmom automatyzować procesy marketingowe. Zapytałem Maćka, jak wygląda jego
Maciej Stafiej

Maciej Stafiej jest soloprzedsiębiorcą, który pomaga firmom automatyzować procesy marketingowe. Zapytałem Maćka, jak wygląda jego typowy dzień pracy, co lubi i czego nie lubi w solowym biznesie, a także po czym poznaje, że ma za sobą udany dzień pracy. 

Jeszcze jedno – jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Maćku lub nawiązać z nim współpracę, odwiedź jego stronę www. Ale oczywiście wcześniej przeczytaj poniższy wywiad.

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? O której się zaczyna, o której kończy, a także jakich aktywności podejmujesz się w ciągu roboczego dnia?

Mój typowy dzień pracy jest z jednej strony typowy, a z drugiej trudno ująć go w jakichś konkretnych ramach typu 9-17. Poranki staram się poświęcać dzieciom, z którymi zaczynam dzień na prostych aktywnościach i zabawie.

Pracę zaczynam około 9:00 od przejrzenia wszystkich maili. Następnie, jeśli nie mam spotkań, realizuję zadania zaplanowane dnia poprzedniego, według priorytetów.

Nie lubię się rozpraszać, więc najmniejsze tematy załatwiam w pierwszej kolejności, by później zająć się tym, co pochłania najwięcej czasu – planowanie nowych kampanii, analiza i optymalizacja obecnych i klikanie, czyli tworzenie scenariuszy automatyzacji i e-maili dla klientów.

Mniej więcej w połowie dnia staram się znaleźć czas na tworzenie treści na LinkedIna i komentowanie. Traktuję to jako swoistą „przerwę” w pracy, chociaż tę faktycznie staram się wykorzystywać tak, aby ograniczyć kontakt z komputerem.

Pracując z domu, mam tę możliwość, że po prostu idę tam, gdzie obecnie bawią się moje dzieci i dołączam do nich lub idę na krótki spacer.

Dzień pracy kończę około 16:00, ale zazwyczaj jeszcze po 21:00 planuję kolejny dzień i szukam pomysłów na nowe linkedinowe treści.

Jeśli mój dzień wypełniony jest spotkaniami, pracy operacyjnej jest wtedy mniej, ale są rzeczy, które zrobić po prostu trzeba. Co więcej, oprócz spotkań zdarza się, że pracuję w różnych miejscach. Wtedy mój „typowy dzień” wygląda zupełnie inaczej, bo moim biurem są kawiarnie i inne poczekalnie.

Jak układasz swój dzień pracy, aby znaleźć czas na realizację zleceń, pozyskiwanie klientów i marketing swojego biznesu?

Kalendarz jest narzędziem, bez którego nie wyobrażam sobie planowania pracy, zwłaszcza że spotykam się z klientami. Spotkania układam więc tak, bym mógł znaleźć czas na pracę operacyjną.

Jeśli nie mam spotkań, staram się robić możliwie jak najwięcej zadań, które pchają pracę do przodu, a w międzyczasie tworzyć treści na LinkedIna, który jest moim głównym kanałem marketingowym.

Jeśli zaś chodzi o klientów, mam to niezwykłe szczęście, że nie pozyskuję ich aktywnie, a tworzenie ofert i organizację spotkań wplatam pomiędzy pracę operacyjną tak, żeby nie kolidowały z najważniejszymi rzeczami do zrobienia w danym dniu.

Planuję zazwyczaj wieczorem. To dla mnie najlepszy czas na podsumowanie dnia. Rozpisuję sobie na kartce wszystko to, co udało się zrobić, a następnie tworzę listę rzeczy na kolejny dzień.

Zapisz się na newsletter Rebiznes. Link do formularza znajduje się tutaj https://rebiznes.pl/newsletter/

Jakich trzech rzeczy w byciu soloprzedsiębiorcą nie znosisz, których zwykle nie doświadczają właściciele wieloosobowych firm? I odwrotnie – jakie trzy rzeczy uwielbiasz w tej formie prowadzenia biznesu?

Prawdziwe „solo” w moim przypadku to bardzo świeży temat, gdyż dopiero niedawno zakończyłem pracę na część etatu w agencji digitalowej. Pracuję jednak z własnymi klientami od ponad roku, więc zdążyłem już poznać bóle i radości takiej działalności.

Nie znoszę:

  • Delegowania obowiązków. Jest to zdecydowanie trudniejsze, niż w firmach zatrudniających ludzi.
  • Samotności. Nawet nie wiem, czy trzeba to jakkolwiek rozwijać. Nie ma z kim świętować i nie ma z kim płakać. Chyba że z żoną, ale przecież z nią nie pracuję, więc to całkowicie co innego, niż gdy masz zespół.
  • Multizadaniowości. To jest ten element, który nie do końca pasuje mi do „nie znoszę”, bo poniekąd lubię być tzw. one man army – sprzedaż, marketing, księgowość, planowanie, działania operacyjne i tak dalej, ale czasami po prostu chciałbym tego nie robić.

Uwielbiam:

  • Jestem zależny tylko i wyłącznie od moich klientów. Wydawać by się mogło, że to zamiana jednego przełożonego na kilku, ale w moim przypadku różnica jest ogromna. Dla przykładu – w zeszłym miesiącu zakończyłem współpracę z jednym klientem i… nic się nie stało. W jego miejsce wskoczyło akurat trzech kolejnych. Gdybym stracił pracę, a więc jednego pracodawcę, to miałbym problem.
  • Sam reguluję swój czas. Jeśli chcę popracować więcej, robię to. Jeśli mniej, tak samo. Mogę pracować we wspomnianej wcześniej poczekalni, gdy mój syn jest akurat na zajęciach i nikomu nie muszę tłumaczyć co, jak, kiedy i gdzie robię.
  • Jestem w pełni odpowiedzialny za swoje przychody. Jeśli odpowiednio zaplanuję swoją pracę, mogę zarobić nawet trzy razy więcej niż na etacie, poświęcając przy tym mniej roboczogodzin.
  • Dodatkowo, bo zalet jest według mnie znacznie więcej, pracuję na swoją własną markę. Jeśli coś zepsuję, lanie dostaję ja. Jeśli zbieram laury, to również tylko i wyłącznie ja.

Co robisz, żeby przez cały dzień działać efektywnie? Pracujesz z listą zadań? Pracujesz określoną liczbę godzin? A może relaksujesz się w jakiś nietypowy sposób?

Lista zdań, unikanie za wszelką cenę wszelkich rozpraszaczy i ciągła motywacja, żeby przeć do przodu. Pracuję z domu, więc za drzwiami pokoju pełniącego rolę mojego biura raz jeżdżą samochody, czasami fruwają zabawki, lub ktoś się przewróci i płacze w niebogłosy.

W takich warunkach czuję się bardziej jak na polu bitwy niż w cichym biurze, dlatego skupienie się na efektywnej pracy jest niesamowicie trudne.

Póki co jednak, udaje mi się w tym chaosie znaleźć przestrzeń, chęci i motywację do tego, żeby działać efektywnie. Gdybym dodał do tego brak listy zadań i rozpraszacze (te kuszą najbardziej), to nie dałbym rady „normalnie” popracować.

Relaks? Spacer, kawa na balkonie lub leżenie na macie z kolcami.

Po czym stwierdzasz, że masz za sobą dobry dzień pracy i wiesz, że kolejny będzie równie udany?

Miarą mojego sukcesu są skreślone zadania z listy. Jeśli z kolei miałem spotkania, na koniec dnia zadaje sobie pytania: czy czegoś się nauczyłem? Czy pomimo problemów, finalnie zakończenie jest pozytywne? Czy udało nam się osiągnąć cele?

Jeśli tak, dzień zaliczam do udanych. Oczywiście pojawiają się również wątki „poboczne” typu nowy klient, ciekawe zlecenie, konsultacja, po której klient wysyła pierwszego maila „Było świetnie, dziękuję!” i tak dalej.

Pracując solo, takich dni na szczęście jest zdecydowanie więcej niż tych gorszych. Także choćby z tego punktu widzenia, staram się patrzeć na moją pracę bardziej pozytywnie. W końcu bardzo ją lubię, a decyzję o pójściu „na swoje” podjąłem sam.

PS. Dołącz do newslettera Rebiznes. 1 mail w tygodniu. 0 spamu. Zobacz

Autor

Jestem właścicielem i redaktorem naczelnym Rebiznes.pl. Pomagam przedsiębiorcom pisać o ich firmach. Jeśli chcesz, żebym napisał o Twojej, odezwij się do mnie – adam.sawicki@rebiznes.pl.
Udostępnij
Przeczytaj również